Strona główna blogów w Expressie Bydgoskim
Strona główna blogów w Nowościach

O wiejskich rowerzystkach

Kategorie: Żyjemy — Piotr Schutta o godzinie 22:21, piątek, czerwiec 1, 2007

 Na prośbę Krisa, kolegi z redakcji, wrzucam dzisiaj archiwalny reportaż o wiejskich rowerzystkach. Kris zamęcza mnie od lat rozmowami o tych dzielnych kobietach i tworzy coś na kształt 1-osobowego fanklubu tego właśnie reportażu i tych pań. 4 lata temu, kiedy pisałem ów reportażyk, nic nie wiedziałem o rowerowych zamiłowaniach Pana Krzysia. Dziś wiem.

Blogowy come back reportażu „Sie kręci” dedykuję Krisowi. To autorska wersja tekstu, bez adiustacji innych redaktorów i bez poprawek korektorskich. Te panie naprawdę istnieją. Jeżdżąc samochodem po wiejskich drogach na pewno je widzieliście. Pamiętajcie  - to bohaterki!!!

PS. Jeśli uda mi się odnaleźć zdjęcia, to je wrzucę. robiłem je jeżdżąc za moimi bohaterkami rowerem „góralem”, a jak powiedziała jedna z nich: „góral nie nadaje się na asfalt” (sama miała klasyczną damkę), więc sami rozumiecie, że te foty to owoc ciężkiej pracy. Poszukam.

 SIE KRĘCI

- Jechać mogę bardzo daleko - pani Gabrysia na moment popada w zadumę. - Nieraz się jeździło aż rama pękła - dodaje, opierając się całym ciężarem o kierownicę. Przez moment wydaje się, że czerwona damka tego nie wytrzyma.

Dochodzi południe. Spiekota. Wszędzie pełno małych muszek. Wpadają do oczu, do ust, czasem którąś się połknie. Pani Gabrysia ma żółtą koszulkę i to przyciąga nieznośne owady. Ale kobieta się nie przejmuje. Ubrana w brązową, długą spódnicę, w klapkach na obcasie, sunie majestatycznie na swojej czerwonej damce trzymając się skraju jezdni: „Czasem tak blisko samochód przejedzie, że strach”. Z kierownicy zwisa torba z zakupami. Przy gwałtownym ruchu kierownicą obija się o widełki, uderza w koło, zahacza o szprychy. Wtedy można stracić równowagę.
 

Burza, deszcz, czy grad
Pani GabrysiaPani Gabrysia mieszka w Strzyżawie pod Bydgoszczą. Ma czterdzieści lat, męża, dzieci i nie wiadomo który z kolei… rower. Bez roweru na wsi ani rusz.
- Po dzieciaki do szkoły. Do sklepu. Do kościoła. Wszędzie się jeździ. Burza, deszcz, czy grad - wylicza kobieta.
Jej charakterystyczną sylwetkę znają wszyscy w okolicy. Czasem widać jak Gabrysia zmaga się z wiatrem na moście w Fordonie, jadąc do koleżanki na kawę.
- Czasem i trzy razy w tygodniu wyskoczę sobie na osiedle Bohaterów do znajomej.
Kiedy najmłodsze z dzieci chodziło do „zerówki” pani Gabrysia dwa razy dziennie robiła trasę do Ostromecka i z powrotem. W sumie około dziesięciu kilometrów. Bez względu na pogodę, dzień w dzień ten sam kurs przez cały rok.
- Sadzałam dzieciaka na bagażniku i w drogę.
Kilka dni temu, niedaleko domu pani Gabrysi otwarto nowy szlak rowerowy Bydgoszcz-Toruń. W niedzielę przetoczył się tędy kolorowy peleton turystów ubranych jak zawodowi kolarze. Obcisłe trykoty, kaski, sportowe buty. Rowery też mieli inne. Lśniące, z przerzutkami.
- Teraz nie muszę już drałować szosą do sklepu - pani Gabrysia w niedzielę nie pchała się na szlak. Tłoku nie lubi. Zakupy w sobotę zrobiła.

W cieniu góry
Gzińska GóraPod Gzinem niedaleko Dąbrowy Chełmińskiej jest góra, na którą wjeżdża się prawie pół godziny. Za to podczas zjazdu osiąga się prędkość 60 km/h. Miejscowe rowerzystki znają ją dobrze. Większość z nich za młodych lat pokonywała wzniesienie bez zsiadania z roweru. Dziś zeskakują z siodełek w połowie wzniesienia i podprowadzają rower w ręku. Przynajmniej można wtedy podziwiać malownicze krajobrazy pradoliny Wisły.
- Oj, pod gzińską górę to już nie podjadę - pani  Stefania  nazbierała w lesie szyszek na rozpałkę i właśnie wraca do domu. Mieszka w Czarży. Od sześciu lat jeździ na niebieskiej „damce”. Do Unisławia z koleżanką na zakupy, do Dąbrowy na rynek.
Pani Stefania- Dla przyjemności się jeździ. Czasem robię sobie takie trasy dookoła: Rafa, Słończ, Czarże.
Pani Stefania: 57 lat, krótkie blond włosy, szczupła, niewysoka, dużo się uśmiecha. Ubrana sportowo - bawełniana koszulka, spodnie od dresu. Na nogach charakterystyczne dla wiejskich cyklistek klapki.
- Jeździ się w tym, w czym się chodzi na co dzień - 72-letnia Aniela Błaszkiewicz  z Czarży przeżyła trzy zawały. Od trzech lat ma wiśniową „Amazonkę”, która towarzyszy jej w rozlicznych podróżach: do gminy, żeby coś załatwić, do Dąbrowy do apteki, na pole, do lekarza, do lasu. Latem jej strój rowerowy to przewiewna sukienka w kwiaty. Zimą jeździ bez rękawiczek.
- Ja odporna jestem, zimna się nie boję. Tylko te muszki okropne - pani Aniela próbuje złapać owada szybkim zagarnięciem ręki. Przed chwilą zrobiła zakupy w miejscowym sklepie. Roweru nie zapięła. Oparła go na stopce i zostawiła na chodniku. Tu nie kradną.

Jestem wolna
Pani KrystynaZłodzieje rowerów grasują przed kościołami. Wie o tym aż za dobrze Krystyna Wieraszko z Serocka. Miała kiedyś piękną damkę z „Rometu”, ale ukradli ją, kiedy  modliła się na nabożeństwie majowym. To było piętnaście lat temu, teraz jeździ czerwonym składakiem, który na wszelki wypadek zabezpiecza stalową linką. Wehikuł jest mocno wysłużony.
- Przynajmniej go nie ukradną.
Dochodzi południe. Jest słonecznie i bezwietrznie. Jedziemy asfaltówką Wudzyn-Serock. Spieszymy się, bo synowa pani Krystyny poszła dzisiaj do lekarza, a dzieci wracają ze szkoły o 12.00 i trzeba się nimi zająć. Przed nami siedem kilometrów płaskiej, prostej drogi. Żadnych wzniesień, zakrętów. Wokół pola. Pani Krystyna jest w chustce w kwiaty, na nogach ma przepisowe klapki i wielobarwne bawełniane spodnie. Pedałuje równo, nie gubiąc rytmu na niewielkich podjazdach. Od lat leczy się w poradni onkologicznej, ale na szczęście lekarz nie zabronił jej jeździć na rowerze. I 54-letnia wdowa, Krystyna Wieraszko jeździ. Wszędzie. Do Serocka siedem kilometrów, do Lubiewa dwadzieścia kilometrów.
- Wsiadam na rower i żem jest wolna. Droga otwarta. Od nikogo nie jestem zależna. Nie czekam na pociąg. Nie gnam na autobus.
Za młodu co tydzień pokonywała trasę z rodzinnego Zielonczyna do Serocka. Jeździła na niedzielną mszę. Około ośmiu kilometrów. Od wiosny do jesieni jeździło się rowerem, zimą - wędrowało pieszo.
- Najdłuższe trasy? - zastanawia się. - Do Lubiewa, do dentysty. Czasem leciało się z bolącym zębem.
Pani Aniela z Czarży czasem jeździ też samochodem.
- Ale to rzadko. Wolę rower, bo paliwa nie trzeba lać, no i to zawsze zdrowiej - śmieje się.
- Trzeba jeździć, bo inaczej brzuch urośnie - Krystyna Wieraszko używa roweru również w celach turystycznych. Z dziećmi, które dziś już są dorosłe, zjeździła setki kilometrów po okolicznych gruntówkach.

Damy na „damkach”
Królują „damki”. Szeroka, wygięta kierownica, wielokrotnie pomalowana rama, wygodne siodełko, duże koła na zdartych oponach, niemodna lampa na dynamo.
- Przerzutki? - wzrusza ramionami pani Aniela, opierając się, o wspornik swojej „Amazonki”, jak o przyjaciela. - Ja muszę mieć starodawny rower. Nie rozeznam się na tych przerzutkach.
- Czy lampa działa?- pani Gabriela wygląda na zakłopotaną. - Nie jeżdżę po nocach.
Jej czerwona maszyna jest klasycznym „składakiem”. Każdy element pochodzi od innego roweru. Obręcze kół są lekko pordzewiałe, rozcentrowane. Składaniem rowerów zajmuje się mąż pani Gabrysi. Zawsze coś przełoży, coś przerobi. - Aby był rower, aby było czym jeździć - nie przejmuje się cyklistka.
Mąż pani Krystyny nie lubił jeździć rowerem. Wolał traktorem.
- Mężczyźni zabierają nam samochody, bo dojeżdżają do pracy, więc nam pozostają tylko rowery - skarży się młoda kobieta spod Czarży, wioząc na bagażniku kilkuletniego synka.
Rowerzystki dominują na wiejskich drogach. Na pięć rowerów, średnio czterech dosiadają przedstawicielki płci pięknej. Najczęściej nie jeżdżą „na pusto”. Przemieszczają się na rowerach objuczonych zakupami albo dziećmi. Kolarski trening zaczynają już w dzieciństwie, dojeżdżając do szkoły i na pole. Ścigają się z chłopcami. Traktują jazdę jako zabawę. Z czasem chłopcy przesiadają się na motory, kupują auta. Swoim kobietom kupują większe rowery.
Elwira i Cecylia Skórzewskie, z „tych” Skórzewskich, ubrały się dzisiaj odświętnie. Koronkowe, jasne bluzki, spodnie w kancik, nowe klapki. Stroje pasują nawet do lśniących rowerów z przerzutkami, na których przyjechały. Miały w Serocku kilka spraw do załatwienia.
- Musimy jechać - tłumaczą skrępowane.  - W Glinkach zostawiłyśmy pradziadka samego z dwuletnim dzieckiem.
Z Serocka do Glinek jest pięć kilometrów.
Krystyna Wieraszko nie lubi nowoczesnych rowerów.
- Góralem ciężko jechać po asfalcie - wzdycha i ubolewa nad smutnym losem kobiet z miasta.
- No bo kto takiej babci sięgnie rower z wieżowca? Sama sobie nie zniesie. No i gdzie ma babcia jeździć? Po mieście, żeby ją przejechali? - konstatuje pani Krystyna. Ostatnio coraz rzadziej jazda na rowerze łączy się dla niej z obowiązkiem.
- Dla relaksu jeżdżę. Do córki, do syna. Rano se wyjadę, wieczorem se wracam.

 

11 odpowiedzi »

Komentarz przez Jaro

czerwiec 2, 2007 @ 12:22

U mojej babci w stodole na haku wisi taki stary rower „Ukraina”. Jeździ lepiej niż niejedna kolarzówka czy góral. Szu, więcej takich reportaży!

Komentarz przez Piotr Schutta

czerwiec 2, 2007 @ 14:30

Dzięki Jaro! Jeżdżę dużo po Polsce i wszędzie widuję te wiejskie kolarki, które jednocześnie są świetnymi matkami, babciami i ciotkami. I myslę, żeby napisac o nich jeszcze raz. Kiedyś… A na razie chyba zrobię zdjęcie gdzieś na trasie i wrzucę na bloga jedną z tych Pań. Ostatnio, chyba w okolicach Chojnic albo Więcborka widziałem taką kolarkę na starym rowerze. W płaszczyku i klapkach na półobcasie, elegancko ubrana, ze szmacianą torbą na zakupy zwisajacą z kierownicy sunęła pod wiatr, smagana deszczem. chyba pędziła na zakupy połączone być może z wizytą u lekarza w gminnym ośrodku zdrowia.

Komentarz przez Witek

czerwiec 12, 2007 @ 10:32

Fajny artykuł. Zdjęcia dawaj jak mozesz je odnaleźć. A zastanawiam się gdzie można kupic starą ukrainę. To bardzo wygodne rowery i jak się go oczyści i powymienia zużyte części to maszyna jak z najmodniejszych, holenderskich deptaków rowerowych. Tylko że w Polsce używane rowery najprawdopodobniej są kradzione, więc kupowanie ich jest bez sensu, a kto by trzymał tyle lat dowód zakupu roweru (np)Ukraina w (np)GSS Społem z (np) 1968 roku ?

Komentarz przez Piotr Schutta

czerwiec 12, 2007 @ 11:46

Podobno można kupić. Mój znajomy mówił, że kupił na allegro. Ale chyba najprościej będzie poszperać po wioskach. Kupić grata i go naprawić.
Zdjęć poszukam.

Komentarz przez kris

czerwiec 13, 2007 @ 20:59

Wielkie dzięki za przypomnienie tego reportażu i dedykację. Zdradzę Wam jedną rzecz - od tego tekstu zaczęła się moja fascynacja reportażem. Dzięki bardzo „Szu-szu” :-)

Komentarz przez Grażyna Wieraszko -Kacperek

listopad 12, 2007 @ 01:17

Wtam,

Poszukuję moich korzeni. Mój 10 letni syn wspiera mnie i dopinguje!! Bardzo proszę, by odezwała się do mnie pani Krystyna Wieraszko.
Bardzo proszę o kontakt na nr 022 371 80 68. Serdecznie pozdrawiam!! - Grażyna Wieraszko

Komentarz przez Piotr Schutta

listopad 12, 2007 @ 20:23

Nie wiem, czy Pani Krystyna czyta tego bloga. Najprościej byłoby zadzwonić do niej do Serocka.
Pozdrawiam i życzę powodzenia w poszukiwaniu rodzinnych korzeni.

Komentarz przez Justyna z Bydgoszczy

listopad 7, 2008 @ 11:21

moja mama mieszka za Bydgoszczą,jest po 60- tce, lubi pojeździć tam na rowerku, na cmentarz, do znajomych, ale boję się ,że za krórymś razem rozsypie się sprzęt w drodze, dajcie znać, gdzie za rozsądną cenę można kupić rowerek dla starszej osoby, taki normalny, bez bajerów, ale bezpieczny
pozdrawiam ;) )

Komentarz przez Jarek z Krakowa

kwiecień 2, 2009 @ 13:00

Reportaż wspaniały i daje dużo do myślenia!
Wielokrotnie będąc u swojej babci na wsi (w Kotlinie Kłodzkiej) widywałem kobiety jeżdżące na rowerach. Nie były to młode „siksy”, ale dojrzałe kobiety, które jazdę na rowerze traktowały z szacunkiem. Dla nich popularny dziś „góral”, to nie rower. Prawdziwym sprzętem jest damka, lub składak. W niektórych wypadkach Ukraina. Ta ostatnia najczęściej jest używana przez mężczyzn „starej daty”, których na nieszczęście jest coraz mniej. Jeszcze parę lat temu, gdy byłem w okresie letnim u babci, widywałem sąsiada, który jeździł na rewerze Ukraina do sklepu tak regularnie, że można było nastawiać zegarek! Dziś już nie żyje ten sąsiad, ani też mój dziadek, który też jeździł do sklepu na Ukrainie mając nawet 90 lat. Rower został wyrzucony na dwór, gdzie rdzewiał. Zabrałem go i obecnie restauruję, by mieć pamiątkę po dziadku i wspaniały środek lokomocji.
Reportaż o rowerzystkach jest naprawdę dobry i konieczny. Brakuje mi tu jednak jeszcze jednego reportażu: o mężczyznach - „prawdziwych” rowerzystach, których jest już coraz mniej. Serdecznie pozdrawiam - Jarek z Krakowa.

Komentarz przez Piotr Schutta

kwiecień 2, 2009 @ 14:41

Reportaż o wiejskich rowerzystach może jeszcze powstanie. Pisząc o damach na damkach nabawiłem się niestety kontuzji kolana, która od tamtej pory odnawia się co jakiś czas. Bez komentarza.
Dziękuję za wpis. Pozdrawiam Kraków. Będę w Krakowie przez kilka dni w lipcu. Mojemu 5-letniemu synowi chcę pokazać Smoka Wawelskiego albo przynajmniej jego grotę.

Komentarz przez Jarek z Krakowa

czerwiec 17, 2009 @ 11:37

Ciekawostka!
Obecnie na wsi młode pokolenie stosuje zasadę: rower bez przerzutek, to nie rower. W odstawkę idą więc wszelkie składaki oraz rowery „gospodarcze” jak choćby wspomniana Ukraina. Bez „górala” ani rusz! Dla młodego człowieka na wsi pokazanie się na rowerze innym niż MTB to tak, jakby wejść do kościoła w gumofilcach.
Poprzez takie podejście młodych, wiele unikatowych sprzętów zakończyło swe istnienie w piecach hutniczych jako złom!
Jednakże moje spostrzeżenia dotyczą tylko młodego pokolenia! Poważne kobiety nadal dosiadają składaków, by dojechać do sklepu, sąsiadki, sołtysa itp.

Cieszy mnie fakt, że przynajmniej w miastach (na pewno mogę mówić za Kraków) zapanowała moda na stare rowery. Wszak jazda na czymś takim, jak Ukraina (nie wspominając o wspaniałych konstrukcjach zachodnich tego typu), to czysta przyjemność. Owszem, nie osiągnie się dużych prędkości, ale sylwetka ludzka jest wyprostowana, więc kręgosłup się nie męczy. Dodatkowym atutem jest to, że na TAKI rower możemy ubrać się w codzienne ciuchy, a nie sportowe ubranie. Nawet człowiek w garniturze wygląda dobrze na takim rowerze. Warto jest więc rozruszać trochę zastane kości i mięśnie, i ruszyć, o ile nie do pracy, to na spacer. Gwarantuję, że ludzie będą się oglądać i to na pewno nie dlatego, że „jedzie dziwak”, ale dlatego, że zobaczyli fajny rower!

Być może warto także zająć się również tematem cyklistów na starych rowerach w miastach oraz coraz powszechniejszą modą retro w tym względzie.

Pisząc te słowa chciałbym zwrócić Pana uwagę, gdy zajrzy Pan do grodu Kraka, na bulwary nad Wisłą pod samym Wawelem i coraz liczniejszą grupę osób jeżdżących na rowerach, jeśli nawet nie tak starych, to utrzymanych w stylu retro.
Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do Krakowa!

Kanał RSS dla tych komentarzy.

Napisz komentarz

XHTML: dozwolone tagi: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <code> <em> <i> <strike> <strong>

Pozostaw to pole puste